Pascal Chávez Villanueva SDB - Doktorem Honoris Causa KUL

kronika filmowa

zdjęcia

Poprzez nadanie tego tytułu Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II pragnie wyrazić szacunek i uznanie dla działalności Pascala Chávez’a SDB, który całe swe życie poświęcił biednym i wykluczonym inspirując i tworząc inicjatywy edukacyjne dla młodzieży na całym świecie.

 

 

 

 

 

Pascual Chávez Villanueva SDB. Ur. 14 XII 1947 r. w Real de Catorce, prowincja San Luis Potosi (Meksyk). Pascual Chávez wstąpił w 11 roku życia do Salezjańskiego Kolegium w Saltillo, z którego następnie przeszedł do nowicjatu w Coacalco. Tu - po rocznej próbie - składa pierwszą profesję zakonną w dniu 16 VIII 1964 r. Po studiach filozoficznych i odbytej praktyce, podejmuje studia teologiczne w Guadalajara, które kończy przyjęciem święceń kapłańskich 8 XII 1973 r. Wysłany do Rzymu w celu kontynuacji studiów, uzyskuje licencjat z Pisma Świętego na Biblicum. Wraca następnie do Ojczyzny, gdzie obejmuje obowiązki profesora Pisma Świętego w studentacie teologicznym w Tlaquepauue, którego w 1980 r. zostaje także dyrektorem. W latach 1984-1994 pełni funkcję Inspektora salezjanów w Meksyku-Guadalajara. W latach 1996-2002 pełni funkcję Radcy Regionu, który obejmuje Amerykę Północną, Amerykę Środkową oraz część Ameryki Południowej.
3 IV 2002 r. został wybrany po raz pierwszy na przełożonego generalnego Towarzystwa św. Salezego, a 25 III 2008 r. po raz drugi. Jest dziewiątym z kolei przełożonym generalnym salezjanów.
Jest członkiem Kongregacji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego. Jest doktorem honoris causa 3 uniwersytetów: w Turynie (2004), w Campo Grande w Brazylii (2005) oraz w Genui (2007).

 

 

------------------------------

z myśli Ks. Pascuala Cháveza Villanueva, 2011

«CHODŹCIE, A  ZOBACZYCIE» (J 1,39) - KONIECZNOŚĆ ZAPRASZANIA

 

Ksiądz Bosko, wspominając te czasy, pisał: „nastroje, które mogły zawrócić w głowie, zwróciły się przeciwko zakonom, przeciw stowarzyszeniom kościelnym, a później powszechnie przeciw klerowi i wszystkim władzom Kościoła. Ten krzyk wściekłości i lekceważenia religii w konsekwencji pociągał za sobą odejście młodzieży od moralności i pobożności”. Ale spójrzcie, jak zareagował ks. Bosko. On nie lamentuje, ale natychmiast dwoi się i troi, aby zbierać powołania i zająć się nimi, popierać formację młodych kleryków, będących bez seminarium, troszczyć się o chłopców mających dobre usposobienie i przygotować ich do funkcji eklezjalnych. W Oratorium, razem z młodymi pracownikami, sierotami, ks. Bosko szybko zebrał chłopców i młodzieńców dobrych, którzy przejawiali /odpowiednie/ cechy, aby skierować ich do kapłaństwa lub życia zakonnego. Poświęca się i daje pierwszeństwo ich formacji, formacji czynnej i praktycznej z osobistym towarzyszeniem i w środowisku o mocnej wartości duchowej i apostolskiej

 

-------------------------------------

z myśli Ks. Pascuala Cháveza Villanueva, 2010

«CHCEMY UJRZEĆ JEZUSA»

 

Możecie być ustami, poprzez które Bóg kontynuuje przemawiać do ludzi, narzędziami, aby ogłaszać prawdziwą wolność. Możecie być oczyma, które potrafią zobaczyć w mrokach świata, aby następnie wskazać innym obecność Boga i Jego Królestwa. Możecie być uszami, które pośród zgiełku i muzyki iPod potrafią usłyszeć to, co wydaje się już niesłyszalne: głos płaczącego, wzywającego pomocy, wołającego o szacunek i godność. A także proszącego o sprawiedliwość i chleb. Możecie być rękami i nogami, aby wyjść naprzeciw innym, by ich podnieść i postawić na nogi w imieniu Jezusa. Wówczas odkryjecie, że otrzymaliście o wiele więcej, niż potrafiliście dać.

Przesłanie Przełożonego Generalnego do MGS na stulecie śmierci księdza Michała Rua

 

----------------------------------

z myśli Ks. Pascuala Cháveza Villanueva, 2011

 

(do wykorzystania na katechezie)

 

Kończę jak zwykle opowiadaniem, które, jak mi się wydaje, bardzo zachęca do refleksji, na temat naśladowania drogi, podstawowego wyboru życia i Chrystusa, jako jedynego najwyższego dobra i prawdziwie drogocennej perły, dla której warto sprzedać każdą rzecz. Są to te elementy, które łączą się z pojęciem życia jako powołania.


KARAWANA NA PUSTYNI

Na dalekim Wschodzie żył bogaty i potężny monarcha. Na wszystkich dworach świata wysławiano jego królestwo, chwalono jego pałace, jego mądrość. Jednak poeci i wędrowni śpiewacy, którzy pielgrzymowali z zamku na zamek, opiewali przede wszystkim jego ogromne bogactwa.
«Same klejnoty z jego korony wystarczyłyby na utrzymanie jakiegoś miasta!» - mówili z emfazą.
Jak to zwykle bywa, taka sytuacja wyzwoliła zazdrość i pobudziła chciwość innych królów i ich poddanych. Część dzikich i agresywnych barbarzyńskich plemion zgromadziła się na granicach i napadła na wspomniane królestwo.
Nikt nie potrafił ich zatrzymać.
Władca zdecydował się schronić wśród oddanych plemion, które żyły pośród gór, po drugiej stronie przerażającej pustyni. Pewnej nocy monarcha opuścił swój pałac, za nim podążała szybka karawana, która przewoziła jego legendarny skarb w postaci sztabek złota, biżuterii i drogocennych kamieni. Aby zachować żywsze tempo marszu, towarzyszyły mu tylko jego wybrane straże i słudzy, którzy ślubowali mu absolutną wierność aż do śmierci.
Pustynny szlak wiódł poprzez spalone przez słońce wydmy piaskowe, ciasne zwężenia dróg i urwiste przełęcze. Tę drogę znało tylko niewielu.
W połowie drogi, kiedy wdrapywali się po żwirowatym zboczu, wyczerpani przez trud i rozpalone odbicie skał, kilka ciężko dyszących wielbłądów karawany upadło i już się nie podniosło.
Okute skrzynie, które uciekinierzy wieźli ze sobą, stoczyły się ze stoków wydm, rozpadły się i rozsypały całą swoją zawartość monet, klejnotów i kosztownych kamieni, które powpadały pomiędzy kamienie i  piasek.
Monarcha nie mógł zwolnić marszu. Nieprzyjaciele prawdopodobnie zauważyli już jego ucieczkę.
Gestem, w którym było tyleż smutku, ile szczodrobliwości, zachęcił swoje sługi i straże, by zachowali dla siebie drogocenne kamienie, które uda im się zebrać. Garść tych kosztowności mogła im zapewnić dostatek aż do końca życia.
Podczas gdy młodzi towarzysze jego podróży zachłannie rzucili się na obfitą zdobycz i gorączkowo przeszukiwali piasek i kamienie, władca kontynuował swoją podróż po pustyni.
Zauważył jednak, że ktoś nadal idzie za nim.
Odwrócił się i zobaczył, że był to jeden z jego sług, który podążał za nim zdyszany i oblany potem.
– «A ty» - zapytał - «nie zatrzymałeś się, aby coś nazbierać?».
Młodzieniec utkwił w nim wzrok pełen pogody, dostojeństwa i dumy, i odpowiedział:
– «Nie, panie. Ja podążam za moim królem».

Opowiadanie przywodzi nam na pamięć ten rozstrzygający urywek Ewangelii św. Jana

«Odtąd wielu uczniów Jego [Jezusa] odeszło i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: „Czyż i wy chcecie odejść?” Odpowiedział Mu Szymon Piotr: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga”» (J 6,66-69).

--------------------------------------