o maturze z religii

 


Z ks. prof. Józefem Krukowskim, jednym z negocjatorów konkordatu, rozmawia Małgorzata Pabis Dwadzieścia lat temu Polska i Stolica Apostolska podpisały konkordat, który reguluje obustronne relacje pomiędzy państwem a Kościołem katolickim. Co dał nam ten dokument?

– Dzięki konkordatowi nastąpiła stabilizacja w stosunkach między państwem a Kościołem katolickim i związkami wyznaniowymi. Wiemy, że zanim tak się stało, tej stabilizacji nie było, stosunki państwo – Kościół były bardzo chwiejne, a to powodowało niepokoje w społeczeństwie.

 

Dziś konkordat jest mocno atakowany przez niektóre środowiska. Pojawiają się nawet głosy, że podstawowa zasada umowy konkordatowej o rozdziale państwa i Kościoła nie jest przestrzegana. Niektóre środowiska lewicowe domagają się nawet wypowiedzenia przez Polskę konkordatu, zarzucając, że jest on korzystny tylko dla Kościoła…

– Przypomnijmy, że artykuł 1 konkordatu mówi: „Rzeczpospolita Polska i Stolica Apostolska potwierdzają, że Państwo i Kościół katolicki są – każde w swej dziedzinie – niezależne i autonomiczne oraz zobowiązują się do pełnego poszanowania tej zasady we wzajemnych stosunkach i we współdziałaniu dla rozwoju człowieka i dobra wspólnego”. Ta zasada została potwierdzona w Konstytucji RP. Mamy więc autonomię, ale mamy także odrębność zadań. Jakie to są zadania? Do zadań Kościoła należy realizacja jego misji w społeczeństwie. I kiedy Kościół widzi, że coś złego dzieje się np. w państwie, to krytycznie odnosi się do tego i to w żaden sposób nie jest przekroczeniem konkordatu. Kościół ma zagwarantowane pełnienie misji. Więc zarzucanie mu, że wypowiadając się głośno w pewnych sprawach, ignoruje konkordat, jest przejawem złej woli pewnych środowisk, które na szczęście nie są liczne, lecz mają szerokie oddziaływanie.

 

Jednak gdy biskupi mówią głośno „nie” aborcji czy metodzie in vitro, zarzuca się im, że wtrącają się w tworzenie świeckiego prawa, że łamią zasadę autonomii państwa, że wywierają wpływ na tworzenie prawa w zakresie bioetyki, życia rodzinnego, spraw związanych z seksualnością…

– Biskupi łamaliby konkordat, gdyby ubiegali się o stanowisko premiera, prezydenta, posła czy senatora, tak aby w sposób bezpośredni uczestniczyć w sprawowaniu władzy. Kiedy wypowiadają się na tematy ważne – realizują swoje prawa. W każdym demokratycznym państwie człowiekowi wolno wyrażać swoje opinie. Tu – jak już powiedziałem – biskupi realizują swoją misję. Nie mogą milczeć, np. gdy uchwalane jest prawo, które pozwala na zabijanie człowieka.

 

Ministerstwo Edukacji Narodowej mówi zdecydowane „nie” dla matury z religii. Jak ocenić te postawę w świetle konkordatu?

– To stanowisko jest całkowicie sprzeczne nawet z Konstytucją RP. Artykuł 25 Konstytucji mówi bowiem: „Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym”. To oznacza, że każdy młody człowiek ma prawo wyznać swoją wiarę i zdać religię na maturze. W tym m.in. wyraża się poszanowanie światopoglądu człowieka. Jeśli państwo tego nie przestrzega, łamie zarówno konkordat, jak i Konstytucję.

Dużo w ostatnim roku mówiło się o tym, że MEN zmieniło rozporządzenie i wpisało nauczanie religii w szkolny plan nauczania, a nie w ramowy. I to rozporządzenie jest także niezgodne z konkordatem. Wszelkie bowiem zmiany dotyczące tego przedmiotu powinny być uzgadniane ze stroną kościelną. Tymczasem rząd Donalda Tuska zrobił to samowolnie i wciąż broni tego nowego zapisu, gwałcąc prawo.

Trzeba dziś protestować przeciwko takiemu traktowaniu społeczeństwa i powinni to robić nie tylko biskupi, ale także rodzice. Trzeba, by ludzie się obudzili. Konkordat trzeba dziś stosować, a nie przeciwko niemu protestować.

 

Jak Ksiądz Profesor ocenia, co na przestrzeni 20 lat dzięki konkordatowi udało się w Polsce osiągnąć?

– Zostały wyhamowane tendencje skrajnie lewicujące, które chciały zepchnąć Kościół gdzieś na obrzeża, do sfery życia prywatnego. Religia powinna być obecna w życiu publicznym. Dziś znów, podobnie jak kiedyś, pojawiają się głosy za eliminowaniem religii z życia społecznego, podejmowane są wciąż nowe próby, ale zawsze możemy powołać się na konkordat i w zgodzie z obowiązującym w Polsce prawem manifestować swoją wiarę.
Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Pabis
http://www.naszdziennik.pl/wiara-kosciol-w-polsce/49266,to-rzad-tuska-lamie-konkordat.html?d=1
------------------------

 

Ks. prof. Piotr Tomasik: myślę, że wola polityczna MEN ws. religii na maturze za jakiś czas się pojawi

Skoro religia jest przedmiotem szkolnym nauczanym przez 12 lat, to co stoi na przeszkodzie, by umożliwić to uczniom, którzy chcą ją zdawać jako przedmiot dodatkowy? – pyta w rozmowie z KAI ks. prof. Piotr Tomasik z Komisji Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski. Wyraża przy tym nadzieję, że wola polityczna MEN, by ten spór rozwiązać, za jakiś czas się pojawi.

Sprawa egzaminu maturalnego z religii powróciła we wtorek na posiedzeniu sejmowej komisji edukacji. Posłowie PiS i SP argumentowali, że uniemożliwianie zdawania matury z religii dyskryminuje np. tych uczniów, którzy na podstawie samego świadectwa maturalnego chcieliby studiować teologię.

Po ostatnim spotkaniu przedstawicieli Episkopatu Polski z przedstawicielami MEN w czerwcu br., resort poinformował, że religia nie może być przedmiotem zdawanym maturze.

MEN tłumaczyło, że uczelnia może przeprowadzić dodatkowy egzamin wstępny, jeżeli wynika to m.in. z potrzeby sprawdzenia szczególnych predyspozycji do podejmowania studiów na danym kierunku (egzaminy wstępne nie mogą dotyczyć przedmiotów objętych egzaminem maturalnym). Ten stan prawny obowiązuje od 1 października 2011.

Natomiast zarówno z Konstytucji RP (art. 25. ust. 2), jak i z Konkordatu (art. 12 ust. 2 i 4) wynika zasada niezależności państwa i Kościoła katolickiego. Zasada ta ma swoje przełożenie na system oświaty: nauczanie religii, prowadzone w szkołach, odbywa się na podstawie programów nauczania opracowanych i zatwierdzonych przez właściwe władze Kościołów i związków wyznaniowych. - Są one przedstawiane ministrowi edukacji narodowej jedynie do wiadomości, nie ma on na nie wpływu – wyjaśniała Małgorzata Szybalska, dyrektor Departamentu Jakości Edukacji w MEN.

Jest to dosyć dziwne, bo od stwierdzania, co jest zgodne z Konstytucją jest Trybunał Konstytucyjny, a nie ministerstwo” – powiedział KAI ks. prof. Piotr Tomasik z Komisji Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski.

„Wydaje się, że obecny skład ministerstwa ma w tej sprawie dosyć nieprzejednane stanowisko” – mówi ks. prof. Tomasik. - My uważamy, że skoro religia jest przedmiotem szkolnym nauczanym przez dwanaście lat, to co stoi na przeszkodzie, by uczniom, którzy chcą zdawać religię jako przedmiot dodatkowy – bo w żadnej mierze nie było prośby, by był to przedmiot obowiązkowy czy obowiązkowy do wyboru – to umożliwić? – pyta członek Komisji Wychowania Katolickiego KEP.

Zdaniem ks. prof. Tomasika, jeśli impas w rozmowach wynika z blokady na poziomie konkretnych przepisów prawnych – ustaw lub rozporządzeń ministra edukacji - to strona kościelna stoi na stanowisku, by te przeszkody przezwyciężyć.

Jak wyjaśnia, chodzi o to, by z jednej strony zachować stronie kościelnej prawo do zatwierdzania podstawy programowej i podręczników do nauczania religii w szkole (dotyczy to nie tylko Kościoła katolickiego, ale wszystkich Kościołów i związków wyznaniowych, które realizują w naszym kraju lekcje religii), a z drugiej strony przy porozumieniu resortu i strony kościelnej uzgodnić standardy egzaminacyjne, których przygotowanie m.in. w odniesieniu do matury z religii zapowiadała jeszcze minister Katarzyna Hall. Do ich opracowania ostatecznie nie doszło. Nowa minister Krystyna Szumilas podpisała rozporządzenie, zgodnie z którym religii nie ma na liście dodatkowych przedmiotów maturalnych.

- Być może potrzeba pewnych zmian prawnych, ale na pewno nie trzeba zmiany ani Konkordatu, ani Konstytucji – uważa ks. prof. Tomasik.

Zdaniem konstytucjonalistów, zachowanie MEN w sprawie religii na maturze jest niekonsekwentne. W 2009 r. Trybunał Konstytucyjny uznał, że wliczanie oceny z religii do średniej – możliwe dzięki rozporządzeniu min. Romana Giertycha - nie łamie Konstytucji.

Jak mówił niedawno „Rzeczpospolitej” dr Ryszard Piotrowski z Uniwersytetu Warszawskiego, skoro TK orzekł, że można wliczać do średniej ocenę z religii, to „państwo już w dokumencie urzędowym, jakim jest świadectwo szkolne, potwierdza stan wiedzy ucznia z przedmiotu, którego treści nauczania jedynie przyjmuje do wiadomości”. - W przypadku wprowadzenia religii na maturę mielibyśmy do czynienia z analogiczną sytuacją – mówił „Rz” dr Piotrowski.

W opinii przedstawiciela Komisji Wychowania Katolickiego KEP nie wiadomo, czy działanie MEN to brak dobrej woli, czy może „mocne przywiązanie do dotychczasowego rozwiązania prawnego”. – Żeby stwierdzić brak dobrej woli, trzeba by mieć w tej mierze pewność, natomiast na pewno nie ma woli politycznej – stwierdza. Jak podkreśla, argumenty strony kościelnej są natury wyłącznie merytorycznej, a za taki na pewno nie można uznać stanowiska MEN, że wprowadzenie religii na maturę kłóci się z przepisami Konstytucji i Konkordatu. - Ani w Konkordacie, ani w Konstytucji nie ma zakazu odbycia egzaminu maturalnego z religii. Blokada prawna rzeczywiście istnieje, ale na dużo niższym poziomie - dodaje ks. prof. Tomasik.

Strona kościelna chce powrócić do rozmów po wakacjach tak, by impas udało się jednak przełamać. - To jest stały postulat Kościoła, powtarzany od wielu lat na posiedzeniach Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu. Myślę, że za jakiś czas taka wola polityczna się pojawi, trudno natomiast powiedzieć kiedy - powiedział KAI ks. prof. Tomasik.

lk / Warszawa
http://system.ekai.pl/kair/?screen=depesza&_scr_depesza_id_depeszy=479303